Dlaczego większość ludzi przepłaca za nieruchomości

Kiedy ktoś mówi mi, że negocjował cenę mieszkania, prawie zawsze opowiada tę samą historię.

Chciałem, żeby sprzedający zszedł. Trochę ustąpił. W końcu machnął ręką i zgodził się na mniej.

I w tym miejscu dla większości ludzi negocjacje się kończą.

Ja przez długi czas myślałem dokładnie tak samo.

Pierwsze transakcje pamiętam dość dobrze. Sprawdzałem cenę, porównywałem z podobnymi ogłoszeniami, szacowałem ile można urwać i szedłem na spotkanie z gotowym argumentem: „na rynku są tańsze”.

Czasem działało. Częściej nie.

A kiedy działało — i tak miałem poczucie, że coś zostawiłem na stole.

Nie umiałem tylko powiedzieć co.

Odpowiedź przyszła dopiero po kilkudziesięciu transakcjach.

Uświadomiłem sobie jedną rzecz, która zmieniła to, jak w ogóle myślę o zakupie mieszkania:

 

Cena to tylko jeden z elementów transakcji. I często nie jest tym najważniejszym.

Bo sprzedający nie patrzy tylko na liczbę w umowie. Patrzy na całość. Na to, czy transakcja mu się uda. Czy kupujący nie zniknie w połowie drogi. Czy nie będzie problemów z kredytem. Czy będzie mógł spać spokojnie do dnia wyprowadzki.

I właśnie na tym polu — nie na cenie — rozgrywa się większość prawdziwych negocjacji.

Termin wydania mieszkania. Dla kogoś, kto sam szuka kolejnego lokum, to może być ważniejsze niż 20 tysięcy w dół.

Zadatek i jego wysokość. Większy zadatek to sygnał: jesteśmy poważni, nie odpuścimy.

Wyposażenie. Meble, sprzęty, rzeczy, których sprzedający i tak nie chce wieźć na nowe miejsce — ale których wartość można wliczyć w cenę.

Sposób płatności. Gotówka lub szybki kredyt to dla sprzedającego coś zupełnie innego niż kupujący, który dopiero idzie do banku.

Pewność transakcji. Brak warunków zawieszających, brak „zobaczymy”. Czysto, sprawnie, bez niespodzianek.

Każdy z tych elementów ma swoją wartość. I każdym z nich można negocjować — niezależnie od tego, czy sprzedający w ogóle ruszy z ceną.

Dziś, po dziesiątkach transakcji, patrzę na to tak:

Słabi negocjatorzy walczą o cenę.

Dobrzy negocjatorzy zmieniają zasady gry — i często płacą mniej, chociaż nigdy o cenę nie walczyli.

Bo sprzedający, który dostaje dokładnie to, czego potrzebuje w pozostałych punktach, bardzo często sam schodzi z ceną. Bez naciskania.

Jeśli kupujesz mieszkanie i zależy Ci na tym, żeby nie przepłacić — zanim zaczniesz rozmawiać o liczbach, zadaj sobie jedno pytanie:

Czego tak naprawdę potrzebuje sprzedający?

Odpowiedź na to pytanie jest warta więcej niż jakikolwiek kontrargument cenowy.

 

Jak to wygląda od środka i jak prowadzimy negocjacje w Spinvest — o tym przy innej okazji.

Podoba Ci się to, co robimy? Polub i obserwuj w social media:

Chcesz dowiedzieć się więcej o nieruchomościach i inwestowaniu?

ZOBACZ


Powrót na listę wpisów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *