Pierwszy flip, czyli jak to się wszystko zaczęło…

Dawno, dawno temu, za siedmioma osiedlami, za siedmioma rondami…

Jednym z momentów, które zadecydowały o tym, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy i robimy to, co robimy jest historia zakupu mieszkania w Nowej Hucie, które okazało się naszym pierwszym flipem. Jeśli chcesz posłuchać w jaki sposób sprzedaliśmy w 2014 roku mieszkanie w starym bloku na piątym piętrze bez windy za ponad 11 000 zł/m2 – czytaj dalej.

Trafiliśmy na ogłoszenie przetargu o mieszkaniu gdzieś w internecie. Spółdzielnia sprzedawała dawną suszarnię, przerobioną na prowizoryczne mieszkanie. Czemu prowizoryczne? Popatrzcie na zdjęcia to zrozumiecie 😉 Ponieważ było to piąte piętro, tuż pod skośnym dachem, to wysokość w mieszkaniu stopniowo się zmniejszała i w efekcie w najniższym punkcie miało 1,60m. Powierzchnia po podłodze wynosiła ok. 20m2, ale użytkowa (czyli taka, którą faktycznie się bierze pod uwagę przy wyliczaniu wartości mieszkania) wynosiła zaledwie 12m2.

Jak dziś pamiętam jak w bardzo ciepły majowy dzień w 2014 roku miałem pojechać autobusem zobaczyć to mieszkanie. Autobus akurat złośliwie nie zatrzymał się na przystanku na żądanie, na którym się przesiadałem i w efekcie nadkładam długą drogę, żeby dojechać na osiedle Kolorowe w Nowej Hucie, a z docelowego przystanku praktycznie biegnę, żeby zdążyć przed 15, kiedy spółdzielnia kończyła prezentację. Ważę wtedy ponad 20kg więcej niż teraz, kondycji nie mam za grosz, z nieba leje się żar, więc łatwo nie było. Ale zdążyłem! Dosłownie 2 czy 3 minuty zanim panie miały się zbierać, robię parę zdjęć, podpytuję o szczegóły i stwierdzam, że mieszkanie jest petarda i chcemy je kupić.

Kupić pod wynajem dodam. Mieliśmy wtedy wizję, że mieszkania pod wynajem są jedyną słuszną drogą (ah, jakże się myliliśmy, ale na szczęście już naprostowaliśmy swoje myślenie ku radości naszej i naszych obecnych klientów ;). Asia poszła na przetarg, na którym było jeszcze kilka innych osób. Na końcu licytacji została tylko ona i jeszcze jeden facet, który z każdym kolejnym postąpieniem robił się bardziej czerwony i spocony, aż spasował. I stało się, kupiliśmy. Potem już tylko notariusz i można zabierać się za remont.

 

Były to dopiero początki naszych przygód z nieruchomościami i mieliśmy bardzo mało wiedzy i doświadczenia, więc popełniliśmy pewnie wszystkie możliwe błędy przy remoncie, który (jak to zwykle bywa w takich sytuacjach) kosztował więcej i trwał dłużej niż się spodziewaliśmy. Ale koniec końców udało się go zakończyć.

 

Ale wtedy stało coś, czego nie przewidywaliśmy. Kompletna zmiana planów, dosłownie o 180 stopni. Wystarczyła jedna rozmowa. Za to bardzo ważna. Z bardzo ważną dla nas osobą – naszym mentorem od nieruchomości – Pawłem Czerwińskim. Paweł zasugerował nam, żeby tego mieszkania nie trzymać, tylko sprzedać i jednorazowo pozyskać kapitał, na który z wynajmu czekalibyśmy pewnie 7-8 lat (czyli w chwili kiedy piszę te słowa w czerwcu 2020 dalej przychody z najmu nie przekroczyłyby kwoty możliwej do uzyskania ze sprzedaży). Długo nie musiał nas namawiać. A więc nie wynajem, tylko sprzedaż! Klamka zapadła – robimy naszego pierwszego flipa!

 

Przez mieszkanie przewalały się dosłownie tłumy zainteresowanych. Prawdziwe hordy! Co tydzień któreś z nas było tam przynajmniej kilka razy, umawiając najczęściej kilka spotkań pod rząd. Minął miesiąc sprzedaży, drugi. I nic! Doszliśmy do wniosku, że musimy dołożyć meble, bo ludzie nie potrafią sobie wyobrazić jak zaaranżować tak mikroskopijną przestrzeń. I rzeczywiście – mieszkanie z meblami nabrało zupełnie innego odbioru.

W końcu, po kilku miesiącach od rozpoczęcia sprzedaży trafiła się idealna klientka (wzrost ok. 155cm, czyli mogła w pełni korzystać z całego mieszkania, bez uderzania głową w obniżony sufit ;). Kredyt dostała bez większych problemów i po kilku tygodniach od umowy przedwstępnej mogła się cieszyć nowym nabytkiem. Ciasnym, ale własnym. A my zrobiliśmy pierwszy krok na długiej drodze do profesjonalnego inwestowania we flipy.

Drodze, którą idziemy do tej pory. W międzyczasie, gdzieś pod koniec 2017 roku, zdecydowaliśmy, że chcemy w tę podróż zabrać też inne osoby. Osoby, które chciałyby zarabiać na zakupie, remontach i sprzedaży mieszkań, ale nie mają czasu, wiedzy i umiejętności albo ochoty (a czasem wszystkich trzech) do zajmowania się samodzielnie. Za to mają to, czego dobremu inwestorowi nigdy dosyć, czyli kapitał. I tak zaczęła się nasza współpraca z zewnętrznymi inwestorami.

Ale to już temat na kolejną historię…


Powrót na listę wpisów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *